Co jest za tym płotem?
Zwykli śmiertelnicy nie mają tu wstępu, a możni tego świata docierają w limuzynach z przyciemnianymi szybami lub helikopterem.
Mowa o prezydenckim ośrodku wypoczynkowym „Mewa” na Helu. Władze twierdzą, że nie ma tu żadnych luksusów – zwykły, wczasowy standard. Ale wtajemniczeni i szczęśliwcy, którym przyszło przekroczyć jego bramę wiedzą, że jest inaczej.
Zacznijmy od bezpieczeństwa: podwójny płot (ponoć pod napięciem), system kamer i oddział wartowników sprawia, że nawet mysz się tu nie prześlizgnie bez wiedzy gospodarzy. O tym, jaką wagę przywiązują oni do swojego bezpieczeństwa świadczy incydent z ubiegłego roku. Podobno prezydent zażądał odwołania szefa ochrony po tym, jak na teren ośrodka wpadła piłka wrzucona przez bawiące się w pobliżu dzieci.
Przechodząc przez bramę, leśną alejką docieramy do kompleksu budynków mieszkalnych i rekreacyjnych. Na gości czekają tu niewielkie, ale komfortowe pawilony rozrzucone wśród drzew. Najbardziej okazały z nich przeznaczony, jest dla głowy państwa, rodziny i specjalnych gości. Krążą legendy o jego wyposażeniu; kilku łazienkach, jacuzzi, wytwornej jadalni, salonie. Nieco dalej jest stołówka i budynki dla personelu. Nad ośrodkiem i całym Helem góruje wieża widokowa wzniesiona za czasów prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego. Jej powstaniu towarzyszyły wielkie emocje. Ekolodzy i niektórzy mieszkańcy półwyspu protestowali, twierdząc, że tak wysoka budowla zniszczy dziewiczą panoramę helskiej kosy, że inwestycji nie uzgodniono z konserwatorem przyrody. Kancelaria prezydenta oczywiście odpierała zarzuty i koniec, końców; wieża stanęła. Służy nie tylko do podziwiania widoków. Odbywają się też na jej szczycie spotkania polityków sam na sam. Tajemnicą poliszynela jest to, że tutaj prezydent Kwaśniewski rozmawiał w cztery oczy z Javierem Solaną.
Kolejny luksus to spory, nowoczesny basen i gabinet odnowy biologicznej. Jest też kort tenisowy i boisko do siatkówki. Panoramę Zatoki Puckiej VIP-y mogą podziwiać z tutejszego mola, do którego dobijają też jachty i motorówki wożące oficjeli. Nie jest tajemnicą, że na czas prezydenckiego urlopu, co roku zamykany jest akwen wokół prezydenckiego ośrodka. Budzi to niezmienne protesty okolicznych rybaków, którzy nie mogą w tym czasie prowadzić połowów w tym rejonie.
Latem częstym widokiem są tu wojskowe śmigłowce lądujące na specjalnym lądowisku, zbudowanym na terenie ośrodka. Jego wyposażenie pozwala na starty i lądowania nawet w nocy.
Osobliwości i luksusowe gadżety, na jakie tu natrafimy można by wymieniać dalej. Jednak największą atrakcją, jakiej warto zazdrościć możnym tego świata wypoczywającym w „Mewie” jest… cisza, urok sosnowej głuszy i piękno piaszczystej plaży. Ale może mieć każdy, kto przyjedzie na Hel. Nawet… w małej chatce w cichym lasku.
Tomasz Zając
15-03-2007
Komentarze ( 2 )