napolwyspie

Get the Flash Player to see this player.

Polecamy Warto zajrzec

» NaPółwyspie.pl » Podwodny skarb

Podwodny skarb

Tuż koło helskiego brzegu spoczywają wraki polskich wodnosamolotów z 1939 roku. Nikt ich dotąd nie wydobył.



Ta historia zaczyna się w 1918 roku w... Wersalu. Podpisano tam układ pokojowy, na mocy którego Polska odzyskała niepodległość. Odzyskała też niewielki pas wybrzeża morskiego. W Pucku, w dawnej bazie niemieckich łodzi latających powstał Morski Dywizjon Lotniczy - pierwsza jednostka polskiego lotnictwa nad Bałtykiem. Początki były trudne. Kilka zdezelowanych wodnopłatów, zniszczony hangar i kilkudziesięciu ludzi, którzy uwierzyli, że potrafią stworzyć bazę lotnictwa morskiego z prawdziwego zdarzenia. W ciągu kilkunastu lat powstały nowe hangary, pole wzlotów,  pochylnia do spuszczania samolotów na wodę, a przede wszystkim... wyszkolono pilotów, którzy potrafili latać nad morzem. Początkowo używali samolotów zbudowanych za granicą, ale już w latach trzydziestych powstał pierwszy wodnosamolot rodzimej konstrukcj.
Pod koniec 1936 roku w Doświadczalnych Warsztatach Lotniczych w Warszawie
rozpoczęto projektowanie dwumiejscowego samolotu szkolno-treningowego zdolnego
do wykonywania zaawansowanej akrobacji, oznaczonego RWD-17. Samolot - opracowany
przez inż. Bronisława Żurakowskiego na podstawie koncepcji inż. Jerzego
Drzewieckiego .
Tymczasem w 1937 roku Kierownictwo Marynarki Wojennej (KMW) przystąpiło do
realizacji 6-letniego planu rozbudowy i modernizacji polskiej floty, w tym
również lotnictwa morskiego. Plan zakładał całkowitą wymianę do 1942 roku
sprzętu m.in. Eskadry Szkolnej Morskiego Dywizjonu Lotniczego (MDLot) Samolot miał
służyć do szkolenia i treningu pilotów wodnosamolotów.Konstrukcja okazała się udana i wkrótce na wyposażenie puckiego dywizjonu weszło kilka tych maszyn.
1 września 1939 roku na puckie lotnisko spadły niemieckie bomby. W pierwszych godzinach wojny zginął dowódca dywizjonu, kmdr Zbigniew Szystowski, a zabudowania lotniska obrociły się w gruzy. Piloci z Pucka wsiedli do maszyn i zdołali przelecieć w okolice Juraty na prowizoryczne kotwicowisko. Tam zamaskowano samoloty i oczekiwano na dalsze rozkazy. Jedną z najbardziej brawurowych akcji, przeprowadzonych przez polskich lotników był samotny nalot RWD-17 na Gdańsk w pierwszych dniach wojny. Wydarzenie to rozwścieczyło Niemców i na odwet nie trzeba było długo czekać. 6 września nalot Stukasów zniszczył wszystkie polskie samoloty zacumowane przy brzegu Juraty. Ich szczątki leżą tam do dzisiaj. Jest wśród nich legendarny RWD-17. Mimo, że przed wojną wyprodukowano kilkaset tych maszyn, w różnych wersjach, do naszych czasów nie przetrwał ani jeden egzemplarz.
Wojenne losy polskiego lotnictwa morskiego bada historyk, Mariusz Konarski z dowództwa Marynarki Wojennej.  Jako jeden z pierwszych natrafił na ślady wraków samolotów z Pucka i tragedii, jaka spotkała dywizjon w czasie kampanii wrześniowej.  Widział części samolotu spoczywające pod wodą, kilkanaście metrów od helskiego brzegu.
Jak dotąd, żadna z rządowych instytucji (Centralne Muzeum Morskie, Muzeum Lotnictwa i

Astronautyki,Muzeum Wojska Polskiego) nie zainteresowała się tym faktem. Szczątki samolotów nęcą natomiast domorsłych poszukiwaczy skarbów - dlatego nie podajemy dokładnych namiarów miejsca, w którym leżą. Oby nie stało się tak,że wkrótce "nieznani sprawcy" przywłaszczą sobie bezcenne pamiątki związane z historią polskich skrzydeł nad Bałtykiem.

Tomasz Zając

11-02-2007